Ciało ma głos i nie kłamie

warto posłuchać , co ciało ma do powiedzenia

12/14/20254 min read

woman standing and holding on railings near green leaf plants
woman standing and holding on railings near green leaf plants

O odkrywaniu Boga w sobie na nowo

Przez lata wierzyłam, że duchowość to domena wyłącznie moich myśli i modlitw, angażując serce. Ciało? Było tylko narzędziem, które miało być sprawne, posłuszne i... ciche. Miało nie przeszkadzać i być przydatne do wykonywania wymyślonych sobie zadań i spełniania obowiązków. W połowie życia, wraz z nadejściem zmian okołomenopauzalnych, moje ciało przestało być podporządkowane. Zaczęło krzyczeć. Uderzenia gorąca, zmęczenie, częste przeziębienia, osłabienia w dzień i nocne wybudzenia, przewracanie się z boku na bok, nagły lęk ściskający gardło...to niektóre dokuczające objawy. Wyczerpane nie mogło podjąć aktywności, których od niego oczekiwałam, co rodziło frustrację i niemal złość na nie.

To był początek wejścia w dialog. Początek zmian, by zacząć liczyć się z nim i wsłuchać w to, co ma do powiedzenia.

Ciało nie kłamie, bo nie umie udawać

W przeciwieństwie do naszych myśli, które potrafią tworzyć misternie utkane sieci i zarzucać je na nas, zaślepiając i ogłuszając na prawdziwy głos wnętrza, (byle zadowolić otoczenie)- nasze ciało jest do bólu szczere. Ono nosi w sobie zapis każdej traumy, każdego przemilczanego „nie” i każdego lęku, który kiedyś zepchnęłyśmy w cień.

Odkrycie teorii poliwagalnej oraz porozumienia bez przemocy było dla mnie jak otrzymanie mapy do własnego wnętrza. Uczyłam się wsłuchiwać w potrzeby, uczucia, doznania ciała...i wciąż się uczę.

Układy wysoko wrażliwe często całe życie uczyły się słuchać bardziej innych, dostosowując się do otoczenia, wsłuchane w każdy subtelny sygnał zagrożenia: może odrzucenia, lekceważenia, braku uznania ważną, widzialną, wartościową.

Często byłyśmy hamowane, za bardzo, zbyt... inne...i nieraz uciążliwe przez pytania, konfrontację z niewygodą prawdy i poszukiwań jakiegoś sensu, uzasadnień i niezgody na to, że : " tak ma być i już"..."bo wszyscy"...

Chciałyśmy w zgodzie z tym, co pojawiało się w sercu, co wołało, zachęcało, zapraszało do - "po swojemu"...

Ile z nas jednak uległo? Ja jestem pierwsza, ale wiem, że nie jedyna.

Krzyk ciała w okresie wieku średniego jest wiec tym przypomnieniem i koniecznym zatrzymaniem, by usłyszeć ponownie i stanąć w prawdzie serca.

Zrozumiałam, że mój układ nerwowy i ciało nie „atakuje” mnie objawami, lękiem- on próbuje mnie chronić oraz wspomóc moją zmianę.

Zrozumiałam, że lęk to często krzyk małej dziewczynki we mnie, która czuje się niebezpiecznie w świecie pełnym oczekiwań, zagubiona , nie pozwalając sobie na ujawnienie...Pojawiają się pytania: " co chcesz mi powiedzieć?

Doszło jeszcze kolejne odkrycie , ze ciało wyraża głębsze prawdy, zaprasza do zatrzymania, by usłyszeć wewnętrzny porzucony szept, który wyraża wezwania nas do pełnego życia i spotkania się ze Stwórcą ciała, umysłu i serca.

Nieudolna duchowość odcięcia

Błędem wielu z nas jest próba „odcięcia się” od ciała w imię rzekomej pobożności. Wychowane w religijności, które uznawało, że ciało jest powodem grzechu, problemów. To niedojrzała ścieżka, która pominęła fundament: skoro Słowo stało się Ciałem i skoro Bóg przyjął ciało, to jak może być złe? Ciało jest godne zaufania jako miejsce spotkania, odbioru życia, dostarczając nam bogactwo przeżyć i doznań...

Jeśli więc Twoje ciało dziś krzyczy- przez menopauzę, przez wyczerpanie, przez napięcie- uznaj ten desperacki głos, bez odwracania się od niego, ignorowania lub zapędzania do posłuszeństwa- realizowania celów, wysiłku fizycznego ponad miarę, produktywności.

To Twoja świątynia Ducha Świętego, jak mówi Pismo święte. A On nie mieszka w Tobie na siłę, za karę czy z niechęcią, lecz przebywa z czułością, łagodnością, prawdą i wolnością. On zamieszkuje każdy Twój neuron, każdą komórkę, wypełnia oddech i uderzenie serca . Przyjmijmy tę prawdę, a poczucie samotności, zamieszanie wewnętrzne tego okresu stanie się znośniejsze, ba nawet pozwoli nam przejść te ścieżkę z sensem i przyjęciem.

Współpraca zamiast walki

Dziś już wiem, że nie mogę być w pełni sobą, odcinając się od tego, co czuję „pod skórą”. Moja transformacja zaczęła się od uznania:

  • Moje ciało jest mądre.

  • Moje objawy to drogowskazy do miejsc, które wymagają uzdrowienia i ukojenia.

  • Współpraca z własnym układem nerwowym to akt najwyższej miłości do Stwórcy, który go zaprojektował.

Zapraszam Cię do tej podróży. Do nauki słuchania, zamiast uciszania. Do odkrycia, że w Twoim drżeniu, w Twoim zmęczeniu, a nawet w Twoim „uderzeniu gorąca”, kryje się prawda o Tobie, która chce zostać usłyszana.

Moje pytanie do Twojego serca

Gdybyś na chwilę przestała nazywać swoje objawy „problemem do rozwiązania”, a zaczęła postrzegać je jako Boży szept wzywający do autentyczności, to co Twoje ciało próbowałoby Ci powiedzieć o Twoim obecnym życiu?

Czego ma już dość, a za czym tęskni najbardziej?

woman holding Holy Bible
woman holding Holy Bible